Dziś rozmawiam z Krisem Górskim. Kompozytorem, producentem muzycznym, edukatorem, muzykiem. Człowiekiem „z wielkiego świata” o niespotykanie szerokich horyzontach, ciekawym, mądrym.
- Kris, widzimy się w Twoim pięknym studio, na Kaszubach. Zanim zacznę pytać o Ciebie, opowiedz proszę o tym miejscu – o idei jego powstania i potrzebie, jaka za tym stała. Koniecznie opowiedz także o swoim pianinie (ma niebiańskie brzmienie), a także o nie muzycznych akcentach tego miejsca, które są bardzo ciekawe.
- Zanim powstała ta wspaniała przestrzeń twórcza, odbyłeś długą i ciekawą drogę. Z wieloma wątkami spoza granic Polski. Jesteś kompozytorem, producentem, muzykiem – nie wiem, czy to dobra kolejność? I czy wszystkie te role pełnisz przy każdym ze swoich muzycznych projektów?
- Które ze swoich dotychczasowych osiągnięć wspominasz najlepiej i które są dla Ciebie najważniejsze? (nie musi to oczywiście iść w parze)
- Ty – muzyk. Stworzyłeś piękne albumy, m.in. „Impromptu Session 1” i „2”– akustyczne. Zasłuchuję się w nich! Podziel się proszę genezą ich powstania, jakie są dalsze plany i gdzie możemy posłuchać Twojej muzyki.
- Jestem ciekawa, jaki wpływ na Twoją twórczość ma fakt, że spędziłeś wiele lat poza Polską. Jak to widzisz?
- Na początku roku do kin wszedł film „Misie” (można go już także obejrzeć na platformie Netflix) z udziałem m.in. Krzysztofa Zalewskiego. Jesteś twórcą muzyki do tego obrazu. Proszę, uchyl rąbka tajemnicy na temat kulisów tej produkcji.
- Jakiej muzyki słucha Kris Górski?
- Czy są artyści, z którymi chciałbyś podjąć współpracę? Takie marzenia… ale też ktoś realny? Kto Cię obecnie inspiruje?
- Jeśli to nie tajemnica, podziel się swoimi planami na przyszłość – co ciekawego szykujesz?
Kris, widzimy się w Twoim pięknym studio, na Kaszubach. Zanim zacznę pytać o Ciebie, opowiedz proszę o tym miejscu – o idei jego powstania i potrzebie, jaka za tym stała. Koniecznie opowiedz także o swoim pianinie (ma niebiańskie brzmienie), a także o nie muzycznych akcentach tego miejsca, które są bardzo ciekawe.
Kris Górski: Pianino pochodzi z przedwojennej bydgoskiej fabryki Sommerfeld. Za dwa lata będzie obchodzić równe 100 lat. Zostało znalezione dla mnie oraz odrestaurowane przez Mateusza Lipińskiego – wspaniałego pianistę i mistrza stroiciela. Jego niecodzienne (ale coraz bardziej modne) brzmienie jest uzyskiwane za pomocą moderatora – filcowej wkładki, która biegnie w poprzek całego pianina, pomiędzy strunami a młotkami. Młotki uderzają w struny poprzez filc, co daje nam w rezultacie bardzo miękkie brzmienie. Instrument ten charakteryzuje się niezwykle długim rezonansem. Pianino stoi w moim studio Audioplanet, które dzieli przestrzeń z resztą naszego domu, zwanego Lakie House. Kiedy pięć lat temu, w samym środku pandemii (w 2020 roku), przyjechaliśmy z moją żoną Jolą pod bramę Łąkie 33b, wiedzieliśmy instynktownie, że to jest to miejsce, które po dwóch długich latach poszukiwań stanie się naszym domem. Udało nam się je nabyć niemal cudem, wszechświat nam kibicował i wspierał nas w całej drodze.
Dwa lata później powstało studio w obecnej formie, stając się studiem rezydencyjnym. Dzięki zapleczu Lakie House możemy zapewnić zakwaterowanie dla 12 muzyków jednocześnie, co bardzo przydaje się przy większych składach. Przestrzeń ta służy również warsztatom, a także gościom, którzy przyjeżdżają do nas odpocząć – czasami zaglądają do studia, żeby pograć na jednym z instrumentów. Ja jestem gospodarzem studia, a moja żona Jola zajmuje się częścią gościnną, otaczając naszych gości opieką, która stanowi równie ważny, jeśli nie ważniejszy, element doświadczenia Lakie House. Dzielimy naszą przestrzeń z córką Mają, dwoma kotami (Poezją i Vigiem), psinką Bellą oraz końmi Divah i Megan. Dom otacza ogród, w którym zarówno goście, jak i my sami znajdujemy przestrzeń do relaksu. Lakie House położony jest w malowniczej wsi Łąkie w gminie Lipnica, na zachodnim skraju Kaszub, nieopodal Bytowa, otoczonej jeziorami i lasami. Można tu spacerować, jeździć na rowerze, pływać i do woli korzystać ze spokoju, z dala od większych ośrodków cywilizacji.

Zanim powstała ta wspaniała przestrzeń twórcza, odbyłeś długą i ciekawą drogę. Z wieloma wątkami spoza granic Polski. Jesteś kompozytorem, producentem, muzykiem – nie wiem, czy to dobra kolejność? I czy wszystkie te role pełnisz przy każdym ze swoich muzycznych projektów?
Kris Górski: Zacząłem od gry na pianinie, a w wieku 14 lat zacząłem tworzyć własną muzykę. Liceum i matura to pięć lat w szkole Brockwood Park w Anglii. Było to kluczowe miejsce dla mojego rozwoju osobistego i muzycznego. Odkryłem tam tajniki nagrywania w szkolnym studio pod okiem świetnego nauczyciela Harsha Tankhi, a Alan Rolands – światowej renomy pianista koncertowy, który uczył gry na pianinie zarówno u nas, jak iw szkole Jehudiego Menuhina – pomagał mi okiełznać moją dość bujną wyobraźnię muzyczną, ucząc mnie grać to, co sam pisałem.
Po maturze wyjechałem do Paryża, gdzie ukończyłem studia realizacji dźwięku w instytucie SAE. We Francji zostałem na 16 lat, do 2010 roku. Pracując jako niezależny realizator, miałem okazję pracować nad ponad setką albumów w różnych studiach nagraniowych. W pewnym momencie moja siostra Monika poprosiła mnie o napisanie muzyki do jednego z jej filmów dokumentalnych. Równocześnie pojawiła się też możliwość napisania i wyprodukowania wspólnie z moim przyjacielem Victorem Barange kilku utworów do filmów francuskich. Kluczowym momentem w mojej karierze było spotkanie Piotra „Mikiego” Mikołajczaka – kompozytora i producenta filmowego. W ramach naszej współpracy, trwającej już prawie 20 lat, miałem okazję uczestniczyć przy wielu projektach jako kompozytor, aranżer, producent i realizator.
To właśnie za namową Piotra wróciłem po 21 latach do Polski. Całe to doświadczenie wciąż się powiększa, dając mi szansę na udział w różnorodnych projektach – od komponowania muzyki filmowej, przez produkcję muzyki dla innych artystów, po prowadzenie warsztatów edukacyjnych. Te różne role dopełniają się nawzajem i aktywują tam, gdzie są potrzebne. W zależności od sytuacji jestem kompozytorem, muzykiem, realizatorem, producentem albo wykładowcą – czasami osobno, czasami wszystkie te role naraz. Pisanie muzyki do filmów daje mi przestrzeń na bycie samemu ze sobą, podczas gdy jej realizacja, zwykle wymagająca współpracy z innymi muzykami, doskonale zaspokaja moją potrzebę kontaktu z ludźmi. Myślę, że podświadomie wybrałem taki styl pracy, który pozwala mi zadbać o wszystkie moje potrzeby.
Które ze swoich dotychczasowych osiągnięć wspominasz najlepiej i które są dla Ciebie najważniejsze? (nie musi to oczywiście iść w parze)
Kris Górski: Każdy z projektów był ważny w swoim czasie. Z produkcji filmowych, zaczynając od najnowszych, na pewno szczególnie pamiętam film fabularny „Misie”, napisany i wyprodukowany przez Agnieszkę Porzezińską oraz seriale „Archiwista” i „Leśniczówka”, wyprodukowane przez Piotra Mikołajczaka, dla którego aranżowałem i produkowałem wiele ścieżek dźwiękowych jego autorstwa, takich jak Rozmowy Nocą, syn Królowej Śniegu, Drogi Wolności, Babilon i wiele innych. Bardzo dobrze wspominam też kilka filmów telewizyjnych fabularnych – „Orzeł Tatr”, „Gra o złoto”, „W Szachu”, oraz dokumentalnych – „Operacja życie”, „Tacy Sami”.
„Moje dziecko jest aniołem” jest ważnym dla mnie filmem, ponieważ od niego zaczęła się współpraca z moją siostrą Moniką Górską, reżyserką ponad 100 filmów dokumentalnych oraz reportaży, autorką książek i założycielką Fabryki Opowieści. Część z nich można zobaczyć na Netflix oraz platformie VOD TVP1.
Z działalności produkcyjnej na pewno wysoko stawiam koncert w Bazylice św. Pawła i Piotra w Wenecji, gdzie – na prośbę libańskiego kompozytora Zada Multaki – zrealizowałem, z pomocą m.in. Michała Mierzejewskiego i Marcina Iszory, pierwszy na świecie koncert na wirtualną orkiestrę, złożoną z 64 głośników (APS) oraz chóru śpiewającego na żywo. Do tego dochodzą niezliczone albumy, produkcja ścieżki dźwiękowej do pięciu sezonów „Rodziny Treflików” oraz liczne koncerty.
Ty – muzyk. Stworzyłeś piękne albumy, m.in. „Impromptu Session 1” i „2”– akustyczne. Zasłuchuję się w nich! Podziel się proszę genezą ich powstania, jakie są dalsze plany i gdzie możemy posłuchać Twojej muzyki.
Kris Górski: Genezą tych projektów było spotkanie w 2016 roku z Piotrem Krępeciem – mistrzem gitary barytonowej. Jego pierwszy album solowy, nagrany u mnie, powstał w 45 minut, bez przerw, pod tytułem „Movement in Silence”. Już wtedy, będąc pod ogromnym wrażeniem jego muzyki, zapragnąłem zagrać coś wspólnie. Na realizację tego marzenia musiałem poczekać jeszcze kilka lat. Drugi album Piotra powstał już w nowym studio pod nazwą „Earth”. Właśnie wtedy zapadła decyzja o wspólnym graniu. Niedługo później spotkaliśmy się na dwie sesje – jedną sześciogodzinną i drugą trzygodzinną – z których powstał album „Impromptu Sessions 1”. To w pełni improwizowany materiał. Niedługo potem rozpoczęliśmy pracę nad kolejnym albumem, tym razem wydając utwory pojedynczo. Zagraliśmy też kilka koncertów i mamy w planach kolejne. Zaprosiliśmy do współpracy Coopera Lowera, który użyczył naszej muzyce swojego anielskiego głosu – można go usłyszeć w utworze „Morning”. Wszystkie nasze utwory są dostępne na takich platformach jak Spotify, Apple Music oraz innych, mniej lub bardziej popularnych. Na razie nie wydaliśmy albumów w formie fizycznej.

Jestem ciekawa, jaki wpływ na Twoją twórczość ma fakt, że spędziłeś wiele lat poza Polską. Jak to widzisz?
Kris Górski: Moje dzieciństwo to muzyka klasyczna. Będąc w liceum w Anglii, odkrywałem muzykę rozrywkową, a 16 lat spędzonych we Francji otworzyło mnie na muzykę świata – dzięki współpracy z setkami genialnych muzyków z Afryki, Ameryki Południowej, krajów arabskich, no i oczywiście Francji. Całe to doświadczenie od lat odzwierciedla się w mojej pracy. Pisząc coś nowego, przypominam sobie, co mogło mnie zainspirować: jakiś artysta, styl muzyczny, wspomnienie z nagrań… Tak jak polski, francuski i angielski są dla mnie równie ważne i w każdym z tych języków czuję się „w domu”, tak i te wszystkie muzyczne przygody nieustannie mnie inspirują.
Na początku roku do kin wszedł film „Misie” (można go już także obejrzeć na platformie Netflix) z udziałem m.in. Krzysztofa Zalewskiego. Jesteś twórcą muzyki do tego obrazu. Proszę, uchyl rąbka tajemnicy na temat kulisów tej produkcji.
Kris Górski: „Misie” to pierwszy kinowy film fabularny, do którego napisałem muzykę, co czyni go dla mnie bardzo ważnym i bliskim sercu projektem. Dwa lata temu Agnieszka Porzezińska, twórczyni i producentka filmu (poznaliśmy się przy serialach „Leśniczówka” i „Archiwista”, które produkowała dla TVP), odezwała się do mnie z propozycją napisania muzyki do „Misiów”. Agnieszka dobierała ekipę w wyjątkowy sposób, kierując się nie tylko opiniami o nas, ale przede wszystkim sercem – o czym często wspominała prywatnie i publicznie. Wiedząc, jak ważny jest dla niej ten projekt, z bijącym sercem zgodziłem się. Kiedy we wrześniu 2024 roku Agnieszka odezwała się ponownie, okazało się, że film jest już blisko końca montażu i mam zaledwie kilka miesięcy na stworzenie ścieżki muzycznej. Film miał już muzykę tymczasową, bardzo dobrze dobraną przez niezwykle utalentowanego montażystę Macieja Kozłowskiego. Było to z jednej strony ułatwienie – jasno pokazywało, gdzie twórcy chcą, by pojawiła się muzyka. Z drugiej jednak strony moja muzyka miała „konkurencję” emocjonalną, bo ekipa już od jakiegoś czasu słuchała montażu z tą muzyką. Moją misją było zaproponować coś, co nie tylko spełni ich oczekiwania, ale też spójnie dopełni cały obraz.
W filmie znalazła się także piosenka Krzysztofa Zalewskiego „Kochaj”, będąca ważnym motywem przewodnim. Dość szybko pojawił się pomysł na kolejne piosenki, które miały „dopowiadać” pewne elementy historii. Zaproponowałem, by były one wykonane po angielsku, co spotkało się z powszechną aprobatą.
Podczas pobytu ekipy filmowej „Misiów” w Audioplanet, zaprezentowałem wersje demo kilku moich utworów i po wspólnej akceptacji, ruszyliśmy pełną parą, by zdążyć na czas. Szybko zdecydowałem się na pewien klucz: piosenki podzieliłem na te wykonywane przez wokalistę męskiego i żeńskiego. W rezultacie powstało 10 piosenek. Do współpracy zaprosiłem dwie bliskie mi osoby: Saskię Griffiths-Moore, brytyjską artystkę i założycielkę wspaniałej inicjatywy Talent is Timeless, oraz Coopera Lowera – australijskiego artystę, którego wrażliwość poznaliśmy już podczas pracy nad jego EP w Audioplanet. Oboje współtworzyli ze mną teksty i wykonali partie wokalne. Do zespołu dołączył też znakomity wokalista Jack Cookson, który wykonał pierwszą piosenkę w filmie.

Jakiej muzyki słucha Kris Górski?
Kris Górski: Poza studiem słucham muzyki dość rzadko – samochodem jeżdżę raczej w ciszy. Lubię posłuchać tego, czego słuchają inni, by wyjść poza własne muzyczne podwórko. Moje gusta ukształtowała muzyka klasyczna oraz muzyka lat 70. i 80. Słucham praktycznie każdego gatunku – poza hip-hopem i metalem. Ponieważ wyjechałem z Polski w 1989 roku, nie jestem dobrze zaznajomiony z polską muzyką rozrywkową. Lubię jednak odkrywać nowe produkcje. To dość szeroki, czasami przypadkowy mix, więc trudno byłoby mi coś jednoznacznie wyróżnić. Są albumy i piosenki, których słucham głównie ze względu na walory produkcyjne, na to, jak brzmią. Ostatnio chętnie sięgam po bardziej ambientowe brzmienia.
Czy są artyści, z którymi chciałbyś podjąć współpracę? Takie marzenia… ale też ktoś realny? Kto Cię obecnie inspiruje?
Kris Górski: Największym marzeniem było zagranie razem z Piotrem Krępeciem i to marzenie już się spełniło. Chyba nie mam teraz szczególnych marzeń dotyczących współpracy. Mam szczęście współpracować z wieloma niesamowitymi muzykami przy produkcji mojej muzyki oraz projektów innych artystów.
Jeśli to nie tajemnica, podziel się swoimi planami na przyszłość – co ciekawego szykujesz?
Kris Górski: Na pewno kolejne projekty solowe oraz w duecie z Piotrem Krępeciem. Jest też kilka innych duetów w planach, m.in. jeden z niemieckim artystą Nilsem Kircherem oraz z Pawłem Ruszkowskim. Przede mną wydanie płyty z muzyką do „Misiów”. Są także kolejne filmy na horyzoncie.
Z Grzesiem Stasiukiem intensywnie pracujemy nad rozwojem naszego edukacyjnego kanału na YouTube pod tytułem „Na setkę”, gdzie prowadzimy wywiady z ekspertami ze świata muzycznego. Byli już u nas tacy znakomici goście, jak Grzegorz Turnau, Sarsa, Sławek Łosowski czy Bartosz Dziedzic. Obecnie mamy na liście ponad 150 pozycji, a stale przybywa nowych, bo spotykamy się dwa razy w miesiącu na żywo z kolejnymi gośćmi. Od tego roku oferujemy również przestrzeń Akademii „Na setkę”, gdzie udostępniamy bezpłatne oraz płatne materiały edukacyjne. Ostatnio wydaliśmy świetny materiał o miksie z Marcinem Szwajcerem.
Czuję, że każdy nowy projekt odkrywa kolejne, ciekawe horyzonty muzyczne, i z radością spoglądam w przyszłość.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Izabela Biernat
LINKI:
www.audioplanet.pl
lakiehouse.com
nasetke.pl
profil na Spotify
profil na Filmpolski.pl

