W Krakowie trwa trzydziesta edycja Summer Jazz Festival, a za sprawą jubileuszu w tym roku impreza jest bardziej rozciągnięta w czasie. Pod koniec czerwca i w lipcu trwał jak zwykle jazzowy maraton, w ramach którego odbywały się często nawet 3-4 koncerty dziennie w różnych miejscach miasta. Jednym z ostatnich akcentów tej imprezy – niemniej bardzo ważnym – był występ legendarnej grupy Laboratorium. Jako grupa z Krakowem kojarzona, panowie często występują w ramach tej imprezy, a w tym roku ich koncert odbył się 29 sierpnia w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.
Dobrze brzmiąca sala koncertowa tej instytucji tuż przed godz. 20:00 wypełniła się melomanami i przyjaciółmi zespołu niemal kompletnie, praktycznie nie było wolnych miejsc. Zespół, który przez cały rok świętuje 55-lecie istnienia, wyszedł na scenę zapowiedziany przez dyrektora i głównego organizatora festiwalu, Witolda Wnuka. Panowie zagrali w stałym obecnym składzie – za klawiaturami zasiadł Janusz Grzywacz, a obok niego stanął z gitarą Marek Raduli. Centralne miejsce sceny zajmował zestaw perkusyjny Marcina Ścierańskiego, obok którego swój magiczny basowo-elektroniczny warsztat pracy rozstawił jego tata, Krzysztof Ścierański. No i last but not least – Marek Stryszowski śpiewający, zapowiadający i przede wszystkim pięknie grający na sopranie i alcie.
Grupa jest w – nomen omen – koncertowej formie, więc i tego wieczoru sprawili wielką radość zgromadzonej publice, wykonując swoje świetne tematy i pozwalając sobie na mistrzowskie improwizacje. Widać, że granie sprawia im cały czas niemałą przyjemność, a obecność wśród weteranów młokosa w osobie Ścierańskiego juniora świetnie wpływa na to, co się dzieje na scenie, bo Marcin jest wiecznie uśmiechnięty i widać, że gra z naszą legendą fusion nieźle go nakręca do znakomitej pracy w sekcji i ekspresyjnych solówek. Obcowanie ze wspólnymi wycieczkami improwizacyjnymi obu panów Ścierańskich jest zresztą rozkoszą nie tylko dla uszu, ale i dla oczu, a także inspiracją zwłaszcza dla muzyków grających na basach i bębnach. Podczas koncertu nie brakowało też spokojniejszych momentów, jak podczas kompozycji „Makijaż” czy utworu poświęconego pamięci nieodżałowanego Grzegorza Grzyba (który oczywiście wielokrotnie występował podczas krakowskiego festiwalu z Laborką i zespołem Zbigniewa Namysłowskiego), ale największy aplauz wzbudzały energetyczne riffy podczas wykonywania „Nurka” czy „I am so glad punk is dead”. Świetnie zabrzmiała – jak zwykle – „Pustynna burza”.
Był to kolejny znakomity koncert Laboratorium, jaki udało mi się zobaczyć, co nie dziwi, bo panowie słabych koncertów nie grają. Następna okazja na posłuchanie naszych mistrzów jazz-rocka nadarzy już w najbliższą sobotę, 6 września w Niepołomicach, gdzie Laboratorium zagra plener przed Małopolskim Centrum Dźwięku i Słowa w ramach V Niepołomickiego Festiwalu Wina – „Sztuka i Wino”.
Tekst i zdjęcia: Sobiesław Pawlikowski / Ada i Sobiesław Pawlikowscy Photography


















































