W ostatnich latach mnożą się projekty typu „tribute band”, wśród których znajdziemy oczywiście zarówno mniej jak i bardziej udane projekty. Niektóre z tych drugich naprawdę warto jest zobaczyć, choćby dlatego, że muzyków, którym oddają hołd często nie będzie nam już dane usłyszeć na żywo. W przeddzień 44. rocznicy śmierci nieodżałowanego Johna Belushiego, w Krakowie pojawili się muzycy z programem, którego przegapić nie mogłem – bo prawie od polskiej premiery legendarnego filmu Johna Landisa, który oglądałem po raz pierwszy jako ośmiolatek, jestem fanem Blues Brothers.
Nie jest łatwo zmierzyć się z tak idealnym pierwowzorem jak postaci kreowane w filmie przez wspomnianego Belushiego i Dana Aykroyda. To duet niezastępowalny, a towarzyszący im zespół tworzyły znakomitości będące do dziś inspiracją dla muzyków czujących bluesa. Niemniej jednak w moim odczuciu to naprawdę udany spektakl, i większość fanów filmu będzie ukontentowanych – ja z koncertu wychodziłem bardzo zadowolony. W środę 4 marca muzycy tworzący ten projekt pojawili się w krakowskim Kinie Kijów by dać dwa koncerty pod hasłem „Soul Mission”. Ja uczestniczyłem w pierwszym, który nie wyprzedał się tak dobrze jak późniejszy. Godzina 17:00 w tygodniu to jednak dość wczesna pora jak na taki event…
Na scenie pojawiła się spora grupa bardzo dobrych muzyków. Każdy z instrumentalistów wywiązał się z zadania więcej niż dobrze, a jako całość brzmieli zawodowo – to oczywiście również zasługa realizatora dźwięku. Tematy z soundtracku filmu, które mamy wszystkie wmurowane w uszy brzmiały naprawdę zacnie. Motoryczna sekcja rytmiczna z punktualnym bębniarzem i pięknie brzmiącym basistą nadawała puls i zapewniała świetny background do owacyjnie przyjmowanych solówek pozostałych instrumentalistów. Donald „Duck” Dunn pykając fajeczkę na jakiejś chmurce pod krakowskim niebem niechybnie z uznaniem spoglądał na pracę jego spadkobierców. Zacnie grał klawiszowiec, na wielkie brawa zasługuje też trójka dęciaków. Wokaliści wcielający się w rolę Braci byli oczywiście odpowiednio ubrani i mieli misję od Boga. No i jedynym prawdziwym „zarzutem” jaki można wysnuć był fakt, że śpiewak odgrywający rolę Jake’a był od oryginału dużo szczuplejszy. Panowie w naprawdę poprawny sposób wywiązali się z trudnego zadania, a byli wspomagani przez dwie wokalistki. Koncert był podzielony na dwie części i nie zabrakło elementów parateatralnych kojarzących się z fabułą klasycznego obrazu z 1980 roku. Oczywiście nie było pościgów samochodowych i Carrie Fisher strzelającej z bazooki w hotel, ani gonitwy po centrum handlowym. Pierwsza część koncertu była jednak przerwana przez wspomniane wokalistki przebrane w mundury policjantek, a do drugiej części muzycy byli wprowadzeni zakuci w łańcuchy i przyodziani w więzienne uniformy. Wśród publiczności nie brakowało widzów, którzy również odpowiednio wystylizowali się na ten event – pozdrawiam dżentelmenów z drugiego rzędu widocznych na jednym ze zdjęć.
Była to bardzo udana interpretacja klasycznego materiału, a organizatorem trasy tej orkiestry jest agencja Pan Koncert. Gratulujemy świetnie zorganizowanej sztuki i prezentujemy zdjęcia z krakowskiego koncertu The Blues Brothers Tribute Show.
Tekst i zdjęcia: Sobiesław Pawlikowski / Ada & Sobiesław Pawlikowscy Photography















































