Trzeci dzień festiwalu Colours of Ostrava 2025 to kolejna porcja dobrych i znakomitych koncertów oraz świetna zabawa w strefach sponsorów, ale ten czeski festiwal to nie tylko muzyka.
Dla Polaków odwiedzających COO oczywiście granie mniej lub bardziej na żywo jest podstawowym – obok atmosfery – magnesem przyciągającym w połowie lipca do tego miasta. Ale wspomnieć należy o bardzo bogatym programie spotkań, paneli, rozmów z ważnymi postaciami czeskiego życia artystycznego i społecznego w strefie Meltingpoint. Tak było i w tym roku – kilkadziesiąt spotkań odbyło się przy nadkomplecie publiczności, a imprezę odwiedził również prezydent Czech Petr Pavel. Ten polityk często widywany jest na rockowych koncertach jako słuchacz, ale tu również dołączył do panelistów i odbył spotkanie z uczestnikami festiwalu. Jeśli wspomnimy również o wydarzeniach teatralnych i kabaretowych, potężnej strefie dla rodzin z dziećmi, imprezach, atrakcjach i konkursach organizowanych na stoiskach patronów (pięknie wygląda choćby tyrolka umożliwiająca przejazd nad widownią drugiej co do wielkości festiwalowej sceny), warsztatach i setkach stoisk gastro, tekstylnych, muzycznych i „około-festiwalowymi” usługami świadczonymi na terenie imprezy (tatuaże, fryzury, makijaże…), okazuje się że nawet bez koncertów byłoby tu co robić przez cztery dni.
Niestety jednak bariera językowa utrudnia nam uczestnictwo choćby w spotkaniach z ciekawymi ludźmi, więc wracamy pod festiwalowe sceny. W upalny lipcowy piątek na głównej scenie słuchaczy przywitała świetnie przyjęta ukraińska Kalush Orchestra. Po zwycięzcach Eurowizji na scenie zainstalował się zespół Alvaro Solera i ludzkość miała okazję pobujać się przy bezpretensjonalnych, utrzymanych najczęściej w rytmach latino hitach z nieśmiertelną „Sofią” na czele.
Dla wielu uczestników festiwalu jednym z najważniejszych wydarzeń będzie na pewno koncert, który zagrał pianista Jung Jaeil z towarzyszeniem orkiestry filharmonii ostrawskiej. Kompozytor zaprezentował m.in. swoją muzykę z święcącego wciąż triumfy serialu „Squid Game”, a namiot reklamujący tę produkcję przez cały czas cieszył się niesłabnącą popularnością odwiedzających umożliwiając rozgrywki w spopularyzowaną przez serial grę. No i na koniec główna atrakcja, którą tego wieczoru był zespół Snow Patrol. Grupa działa już ponad 30 lat, ale to był pierwszy ich koncert u naszych południowych sąsiadów. Frontman zespołu Gary Lightbody momentalnie „kupił” publikę swoją naturalnością i szczerym uśmiechem, a kolejnym piosenkom towarzyszyły piękne wizualizacje. Jeśli dobrze widziałem koncerty był przez zespół rejestrowany, więc niewykluczone, że za jakiś czas będziemy mogli wrócić wspomnieniami pod Ceską Sporitelną Stage. W przerwach między koncertami głównej sceny szybkie przebieżki na T-Mobile Stage, gdzie powitali nas Dan Barta & Illustratosphere. Czesi w tym składzie grają już ćwierć wieku, to ich drugi, po 6 latach, koncert na COO i ich funkująca, lekko jazzująca popowa mieszanka również była lepsza niż energetyk jeśli chodzi o pobudzenie słuchaczy do wspólnej zabawy. Po nich kolejni gospodarze, tym razem w stylistyce rap – duet Vladimir 518 i 7krát3. Niestety tych panów nie posłuchaliśmy zbyt długo, bo popędziliśmy na naszą ulubioną Orlen Drive Stage, gdzie wspaniały koncert zagrał w tym samym czasie pochodzący z Reunion Aurus. Choć wcześniej pseudonim Bastiena Picota mignął mi gdzieś przy okazji jego współpracy z wybitnymi basistami, choćby z Richardem Boną, to jednak pełnowymiarowy koncert spowodował, że bardzo doceniłem tego artystę, którego w dużym uproszczeniu i zachowaniu proporcji można by porównać z Peterem Gabrielem. Szczerze polecam. A dzień na tej scenie rozpoczęli gospodarze, ostrawska formacja Moře dní. Przyjemne granie które można w uproszczeniu określać mianem alternatywnego popu, a w notkach biograficznych podkreśla się jakość tekstów, o jaką dba formacja Martina Hampela.
Bardzo fajnie zagrało pochodzące z Tajwanu funkujące trio Outlet Drift. Świetna i fajnie wystylizowana basistka Putad oczywiście zwracała największą uwagę, ale ciekawie grający i wiecznie uśmiechnięty gitarzysta Wushang dzielnie jej partnerował. Bębniarz Kin Len trzymał to wszystko w dynamicznie precyzyjnych ryzach. Bardzo mi się to podobało, i jeśli chodzi o wykonawców z Tajwanu, to w stu procentach ci zaproszeni na Colours są warci uwagi (przypominam przy okazji o świetnej Sauljaljui, która równie pięknie zagrała na tej samej scenie 12 miesięcy wcześniej).
Na Fresh Stage udało się nam „zaliczyć” koncert Sju, czyli ukrywającej się pod tym pseudonimem Zuzanny Smatanovej. Artystka świetnie wystylizowana, co nie jest dziwne, bo odniosła sukces w branży modowej, a i jej elektro wzbogacone oryginalnym ruchem scenicznym jest warte uwagi.
Nie mogłem ominąć namiotu Cacao Stage na którym wystąpiła Tajwanka Chih-Chih, dzień wcześniej występująca na Orlen Drive. Tu pojawiła się w mniejszym składzie, tylko z perkusjonistą oraz gitarzystą elektrycznym i kameralna sceneria tej lokalizacji wydawała się być dużo lepszym miejscem dla jej śpiewu i sposobu komunikacji ze słuchaczami.
Na scenie Full Moon najciekawszym tego dnia występem bez wątpienia był set w wykonaniu HEARTWORMS, czyli Brytyjki Jojo Orme wystepującej w duecie z perkusistą. Grająca na gitarze szczupła i czarnowłosa artystka kopnęła nas prosto w mózgi swoim zdecydowanym przekazem i świadomością bycia na scenie. Na szczęście ten set odbywał się już po zachodzie słońca, bo w świetle dnia jej mroczne dźwięki mogły by nie mieć aż takiej siły. Na pewno dla wielu gości imprezy to będzie jedno z najważniejszych odkryć – polecam, żeby tą Panią wyszukać w streamingach i przekonać się samemu. Bardzo dobra rzecz. Wcześniej na tej scenie pojawił się znakomicie przyjęty słowacki raper Saul. Bardzo dobry występ zaliczyli również Czesi z Island Mint, fanom melodyjnego alt-popu również polecam wyszukanie tego kwintetu w czeluściach Internetu. Na niewielkiej Rec. Stage odnotowaliśmy tego dnia koncert Elly, czyli czeskiej songwriterki, która swoje popowe rzeczy miała już okazję wyśpiewywać w eliminacjach do Eurowizji. Dużo bardziej podobał mi się mi słowacki zespół Vážky. Kwintet nie trzyma się kurczowo jakiejś stylistyki, ale słychać tu przestrzeń art-rocka, troszkę grunge’owego brudu, a nad wszystkim unosi się głos dominującej wokalistki. Rok temu wydali debiutancki materiał zatytułowany „Libelo” i numery z tej płyty zdominowały spotkanie ze słuchaczami w Ostravie.
Tyle udało się nam – choćby częściowo – zobaczyć i usłyszeć podczas trzeciego dnia festiwalu, zapraszamy do przejrzenia galerii zdjęć dokumentujących występy wspomnianych wyżej wykonawców.
Tekst i zdjęcia: Sobiesław Pawlikowski, Ada Kopeć-Pawlikowska


































































































